wypatruję deszczu
jak ziemia spragniona kropli wody
pustynia
w ognistych męczarniach
wiatr
którego włosy tlą się od płomieni
nerwowo podryguje na wiatrowym rożnie
traci swoje miano
i dotychczasową prędkość
drzewa
biczowane skwarem przez dzień cały
wylewające za kołnierz siódme poty
ptaki
co oczekują znajomej melodii
wypatruję deszczu
na sześćdziesiątej pierwszej
stronie życia
wytchnienia